WIADOMOŚCI

Krytyka nowych przepisów zaostrzyła się po wypadku Bearmana. Sainz wyraził swoje pretensje do FIA
Krytyka nowych przepisów zaostrzyła się po wypadku Bearmana. Sainz wyraził swoje pretensje do FIA © Williams

Krytyka nowych przepisów technicznych została zaostrzona po potężnej kraksie zawodnika Haasa w GP Japonii. Najwięcej do powiedzenia miał Carlos Sainz, który zganił FIA za skupianie się na tym, co nie jest ważne.

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

Od pierwszych jazd w nowych bolidach F1 kierowcy nie ukrywali swoich obaw nie tylko co do sposobu samej rywalizacji na torze, lecz także i przede wszystkim kwestii bezpieczeństwa. Głównym ich punktem były duże różnice w prędkościach, które prędzej czy później miały doprowadzić do potężnej kraksy. Takowa przydarzyła się właśnie na Suzuce, a poszkodowanym okazał się Oliver Bearman.

Po zakończeniu zmagań zaalarmowało to wielu kierowców i najwięcej do powiedzenia miał dyrektor Stowarzyszenia Kierowców Grand Prix, Carlos Sainz. Hiszpan zganił FIA za to, że do tej pory słuchała się tylko zespołów w kwestii możliwości wprowadzenia zmian, które miałyby się skupiać na kwalifikacjach. Osobnym tematem było ich odroczenie do co najmniej GP Miami:

"To jest właśnie ten problem, kiedy słucha się tylko zespołów. Wtedy uważają, że ściganie jest okej i być może mają frajdę z oglądania tego w telewizji. Z punktu widzenia jednak kierowcy, gdy rywalizujecie ze sobą i różnica prędkości może sięgać nawet 50 km/h, to tak naprawdę nie jest żadne ściganie się", powiedział Madrytczyk, cytowany przez The Race.
"Nie ma żadnej innej serii na świecie, w której występują takiego rodzaju różnice prędkości, gdy zbliża się do rywala. Właśnie wtedy może dojść do takich wypadków. Wszystko dzieje się nagle, dochodzi do obrony w ostatniej chwili i dochodzi do kontaktu z tobą lub samochodem z tyłu. W każdym wypadku liczę, że nas posłuchają i skupią się na informacjach zwrotnych, które im przekazaliśmy, a nie tylko na ekipach."
"Mam nadzieję, że przygotują plan na Miami, który poprawi tę sytuację, a także na średnioterminową przyszłość tych regulacji i aby je ciągle ulepszać. Nawet jeśli nie uda się poprawić wszystkiego przed Miami, zróbcie chociaż ten jeden krok, a potem jeszcze jeden duży, choć nie wiem, czy wydarzy się to w przyszłym roku czy później w trakcie sezonu."
"Nie jestem do końca zadowolony z tego, co mieliśmy do tej pory. Liczę, że znajdziemy lepsze rozwiązanie, które nie będzie generować tak różnic w prędkościach na torze i zapewni bezpieczniejszy sposób ścigania się. Byłem też zaskoczony tym, gdy powiedzieli, że skupimy się na kwalifikacjach, a wyścigi zostawimy w spokoju, bo są ekscytujące", dodał dla Sky Sports.
"Jako kierowcy jasno wskazywaliśmy, że problem nie odnosi się tylko do czasówek, lecz także wyścigu. Tutaj mieliśmy szczęście, że była duża strefa pobocza, a wyobraźcie sobie, co byłoby w Baku, Singapurze czy Las Vegas przy takich prędkościach i kraksach blisko ścian. Sam zresztą i my jako GPDA przestrzegaliśmy FIA, że będzie dochodzić do takich akcji przy tych przepisach i musimy coś wkrótce zmienić, jeśli nie chcemy, by do nich dochodziło."
"Słyszałem, że podczas tego wypadku odnotowano 50G, a to więcej niż w czasie mojego wypadku w Rosji w 2015 roku, gdy miałem 46G. Co zatem działoby się w Las Vegas czy Baku? Liczę, że posłuży to jako przykład dla zespołów i osób, które mówiły, że takie ściganie się jest okej, a tak na pewno nie jest."

Ciekawym spostrzeżeniem podzielił się też Max Verstappen, który sytuację z udziałem Bearmana i Franco Colapinto przyrównał do manewrów w strefie hamowania:

"Tak to właśnie wygląda z tymi rzeczami. Jeden kierowca kompletnie nie ma mocy, a drugi odpala tryb "grzybka" i różnica prędkości wynosi 50/60 km/h, a to naprawdę duża różnica. To może być bardzo niebezpieczne. Wygląda to jak ruchy w strefie hamowania i to przy gwałtownym hamowaniu. Może to doprowadzać do potężnego wypadku", przyznał czterokrotny mistrz świata.

Verstappen został też dopytany o to, czy FIA słusznie skupiła się na poprawie kwalifikacyjnego widowiska, czego efektem była specjalna zmiana na sobotnie zmagania w Japonii:

"Dla mnie to wszystko jedno, choć w kwalifikacjach faktycznie nie chce się tak często odpuszczać. Jest wiele innych też kwestii. Nie chodzi już stricte o samo odpuszczanie, ale też inne przepisy, przez które nie można całkowicie naciskać."
"Wszystko to jest zagmatwane, a tak nie powinno to wyglądać. Wszystko jest bardzo wrażliwe, a w kwalifikacjach, żeby pojechać szybciej w zasadzie trzeba jechać wolniej, bo trzeba używać mniej przepustnicy. Tak to z kolei nie powinno wyglądać."

Oliwy do ognia dolał też Fernando Alonso, który podkreślił, że kwalifikacje też pozostają problemem do rozwiązania, zwłaszcza jeśli chodzi o różnice między kierowcą będącym na szybkim kółku a tym na przygotowawczym/zjazdowym:

"Dla mnie najbardziej niebezpieczny jest etap kwalifikacji. Gdy ktoś jest na okrążeniu, na którym odzyskuje energię, a ktoś na szybkim kółku, to różnica prędkości jest ogromna", powiedział dwukrotny mistrz świata.
"W takich miejscach jak Baku, Singapur, Monako i innych torach ulicznych nie ma możliwości ominięcia danej przeszkody ani żadnego pobocza, więc będzie to trudne. Wyobraźcie sobie 22 takie bolidy w Monako. Zobaczymy, czy do tego czasu zostaną wprowadzone jakieś zmiany w przepisach czy coś w tym stylu."

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

4 KOMENTARZE
avatar
ojciec3d

30.03.2026 00:40 zmodyfikowany

6

1

najbardziej kuriozalne jest to, że zrobili chleb powszedni z tego za co Alonso dostał karę 2 lata temu. Ktoś to jeszcze rozumie? Czyli nie można tak jechać, no chyba że dla ekologii


avatar
mm27m

30.03.2026 08:53

5

0

@ojciec3d  ejj, wyprzedziłeś mnie z tym, ja chciałem wrzucić info o Alonso I Gekonie! :D


avatar
Frytek

30.03.2026 07:57

1

0

Zazwyczaj na publicznych drogach gdy jest problem z jakimś skrzyżowaniem, przejściem dla pieszych itp.to zamiast przebudować skrzyżowanie prościej jest postawić znak , ograniczenie prędkości. To może pora wprowadzić ograniczenie prędkości w królowej szybkości? 

A tak serio, to wydaje mi się że te przepisy mamy między innymi przez Audi. Oni nie chcieli wejść do F1 wcześniej, dopiero gdy zapewnili im elektryfikacje to weszli. Wiadomo producent aut osobowych wykorzysta tą technologie w zwykłych autach.

FIA uparła się, że chce mieć więcej producentów i ma ,nawet bardzo dużo, ale kosztem widowiska. Podpisali więc umowy z nowymi producentami więc prędko nie będą mogli się z tego wycofać, bo takie np. Audi będzie chciało odszkodowanie i powie papa.

.Więcej producentów , Kasą,kasa,kasa. Po co mają słuchać kibiców i kierowców? Oni nie są od zarabiania pieniędzy, tylko mają jeździć i wyglądać a jak powie za dużo to kara i do kąta a jak się nie podoba to won. Przecież to F1, każdy chce tu jeździć i nie będzie narzekać 


avatar
Jacko

30.03.2026 15:38

3

0

@Frytek  Nie przesadzaj, bo wina nie leży w samej "elektryfikacji", tylko w sposobie odzyskiwania energii i jej oddawania. Samo posiadanie akumulatorów może zmieniać bardzo niewiele, jeśli jest odpowiednio uregulowane.


zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.